Rozdział IV
- Anno, kogo okradłaś? - Zapytałam całkiem poważnie, a reszta rodziny zarechotała za moimi plecami.
- Wszyscy zasłużyliśmy na odrobinę luksusu. - David objął ją ramieniem.
Spojrzałam w górę na kryształowy żyrandol, w lewo gdzie był taras, w prawo na salon i przed siebie. Strasznie mnie korciło żeby wejść na piętro. Powoli zdjęłam buty, stając na lodowatej podłodze. Skrzywiłam się z zimna. Anna to zauważyła.
- Teraz wydaje Ci się zimna, a przy upale będziesz chciała na tym spać. - Odczuwałam to od ostatniej godziny spędzonej w samochodzie. Bethy zrzuciła trampki z nóg. Odwróciła się i spojrzała w dół.
- Nie jesteś ciekawa co tam jest? - Powiedziała wskazując głową w stronę schodów.
Nie wiedziałam co powiedzieć. W ułamku sekundy podjęłam decyzję. Nikt nie wie kim jestem, co przeszłam, jak zostałam skrzywdzona. Od teraz postaram się być otwarta na nowe możliwości.
- Jestem, jestem ciekawa.
- To choć. - Bethany wyciągnęła w moją stronę rękę.
Ostatni raz wzięłam głęboki oddech. - Idę. Wspięłam się na piętro podziwiając widoki rozciągające się za szklaną ścianą na szczycie schodów Skręciłam w prawo, równocześnie rozstając się z B. Po lewej stronie towarzyszyły mi widok portu i rzeki prowadzącej do oceanu, po prawej drzwi. Na ścianie pierwszego pomieszczenia wisiały maski i obrazy. Na środku stało łóżko przykryte cienkim błękitnym kocem. Przycupnęłam koło łóżka. Podejrzewałam że to pokój moich kochanków. Poczułam charakterystyczny zapach szafy Any. Chanel Allure unosiło się w powietrzu przyciągając moją uwagę. Na drewnianych wieszakach wisiały takie marki jak Valentino Garavani, Ralph Lauren, McCartney, M. Jacob czy Versace. Chwyciłam pierwszą sukienkę z brzegu i przyłożyłam do ciała. Było to dzieło Zuhaira Murada. Sięgnęłam jeszcze po leżące na toaletce RayBany i wyszłam. Były tam jeszcze dwa pokoje. W jednym stało duże biurko i kilka biblioteczek. Nie widziałam sensu stać i przyglądać się temu. Biblioteczkę mogę przejrzeć innym razem. Drugi pokój był ze trzech stron zabudowany szkłem. Wcisnęłam jeden z guzików znajdujących się przy drzwiach. Usłyszałam cichy szmer nad głową. Do pokoju powoli wlatywało świeże powietrze. Wiatr wzburzył mi włosy. Dopiero teraz zobaczyłam co tu stoi, białe tło zawieszone pod sufitem. Miałam wrażenie że płótno zaraz wyfrunie stąd, a ja razem z nim. Moim marzeniem jest latać, tak by czuć wiatr w włosach. Nigdy nie satysfakcjonowały mnie loty samolotami, były nudne i męczące. To samo uczucie, bez rewelacji. Podeszłam do stojącego na środku aparatu. Widziałam to cudeńko już kiedyś, na takim samym pracowałam na zajęciach.Na szczęście zapamiętałam jak się go włącza, ustawiłam samowyzwalacz i stanęłam przed obiektywem. Ukratkiem spojrzałam przez okno. Dwa jachty stały w małej przystani koło domu. Jeden biały z wielkim żalem, drugi. Nie jacht, a motorówka.
Spojrzałam z powrotem w obiektyw, właśnie wtedy usłyszałam dźwięk migawki. Chwyciłam stojący na stoliku laptop. W otwartym oknie zobaczyłam swoją twarz. Nigdy wcześniej nie wyszłam tak dobrze. Szybko weszłam w wyszukiwarkę, wystukałam hasło Facebook i zalogowałam się na swoje konto. Chwilę później zdjęcie widziało już na mojej tablicy z podpisem: "New start, new life". Internet eksplodował. W minutę dobito do trzystu linków. Większości tych osób nie znałam, jedyne powiązanie jakie z nimi miałam to, to że uwielbiały Jacoba. A wzeszłym roku ponad połowa jego wpisów na fanpagu była związana ze mną.
Wylogowałam się i poszłam do pokoju z małą karteczką na drzwiach głoszącą, że należy do mnie. Kartony ewidentnie nie były od dłuższego czasu tykane. Moje rzeczy miały dotrzeć tu dopiero za kilka dni, więc postanowiłam nie czekać z rozpakowaniem się. Chwyciłam za największe pudło i przyciągnęłam je na środek pokoju. Powoli i niezdarnie otworzyłam karton wypełniony metalowymi belkami. Łóżko. Spojrzałam na ikeowska instytucję przygotowaną przez naukowców z NASA.
- Tak - krzyknęłam skacząc i piszcząc z radość na złożonym łóżku.
Tym wrzaskiem ściągnęłam do siebie wszystkich. Najpierw wpadła Ann w koszuli Davida, za nią Bethany i po dłuższej chwili David. Rozumiem, że moi "rodzice" nie widzieli się od ponad trzech miesięcy, ale to nie powód żeby tak od razu i to na szezlongu, w przedpokoju. Widziałam ich. Chciałam tylko pójść po coś do picia. Miałam słuchawki w uszach i zorientowałam się dopiero w ostatniej chwili, że robią "to" tuż za zakrętem. Na widok tej pierwszej spadłam z łóżka, kalecząc się o coś po drodze. To wszystko przez głośną muzykę w słuchawkach, które wcześniej założyłam.
- Sophie - podbiegła do mnie przerażona Anna.
- Nic mi nie jest. To tylko draśnięcie.
- I tak trzeba to przemyć.
Chwyciłam mnie za rękę i pomogła wstać, zeszliśmy na dół do kuchni. Wskoczyłam na blat wyspy i zaczęłam wymachiwać nogami, krew powoli sączyła się z rany. Nadal czułam adrenalinę, więc nie odczuwam tak bardzo bólu. Anny chwile krzątała się po kuchni w poszukiwaniu wody utlenionej i jakiegoś opatrunku. Gdy już to zdobyła, przykucnęła koło mnie i oblała ranę środkiem dezynfekującym. Starałam się nie zwracać uwagi na nieprzyjemne uczucie jakie się z tym wiązało. Spojrzałam na taras i widok jakie się za nim rozpościerały. Słyszałam charakterystyczny dźwięk silnika motorówki przepływającej koło naszego domu. Całe osiedle znajdowało się na kilkudziesięciu sztucznie stworzonych małych półwyspach.
- I jak? - spytała się Ann wstając.
Spojrzałam na swoją nogę, była cała obandażowana.
- Nie zachwyca mnie perspektywa wyjścia na miasto z tym na nodze, ale jakoś przeżyje.
Anny nic nie odpowiedziała tylko się uśmiechnęła.
- Bethany zaproponowała żeby wyjść gdzieś wieczorem razem.
- A o której godzinie jest mowa?
- No nie wiem, tak około dwudziestej, może trochę później.
- Dobrze, muszę jeszcze namówić Davida. - Rozejrzała się po pokoju. - Pójdę do niego.
Ona zniknęła za zakrętem, a ja wyszłam na taras. Oparłam się o poręcz i wzięłam głęboki oddech. Przyglądałam się ludziom bawiącym się w hacie na przeciwko. Popijali drinki nad basenem i śmiali się do rozpuku.
- To jest to. - Powiedziałam sama do siebie i zrobiłam zadowoloną minę.
Komentarze
Prześlij komentarz